Pod wrażeniem książki (nowe uzupełnienie na dole)
(Z odległej perspektywy)

Internetem z buszu
 Pod wrażeniem ksi
ążki
 Niedoszłe spotkanie
 NIEsmak
 Pięćdziesiątka
 Piekło Haiti

 

Kłopoty związane z zakupem polskojęzycznych książek na odległość i wysokie koszty przesyłki powodują, że mój dostęp do nich jest tu znacznie ograniczony. Tym większy był mój entuzjazm, kiedy niespodziewanie odkryłem u mieszkającej tu Polki, po tanzańskim mężu pani Mtupy, duży zbiór polskich książek. Dominowały wśród nich książki popularno-naukowe, co jest moją ulubioną lekturą. Zacząłem je z wielką satysfakcją czytać po kolei. Były to głównie nowe tytuły wydawnictwa Prószyński i Ska. Było tam wiele na temat ostatnich odkryć astronomii, fizyki, matematyki i innych dziedzin nauki. Czytałem je z większą lub mniejszą satysfakcją, jedna jednak książka szczególnie przykuła moją uwagę i wręcz zawładnęła moim umysłem. Co więcej, jak żadna inna zmieniła moje postrzeganie świata. Jest to najważniejsza książka, jaką przeczytałem w moim życiu! Przy całej mojej znajomości biologii i istoty życia wynikającej poniekąd z mojego zawodu ta książka szeroko otworzyła mi oczy i dała odpowiedź na wiele fundamentalnych pytań. Czy życie ma jakikolwiek sens? Po co istniejemy? Kim jest człowiek? Autor podaje w niezwykle ciekawy sposób jak mogło dojść do powstania życia na ziemi, co różni materię nieożywioną od organicznej. Jak ta ostatnia ulegała ewolucji doprowadzając wreszcie do istoty rozumnej obdarzonej świadomością. Dla mnie niezwykle interesująca jest stworzona przez niego teoria "memów", która tłumaczy, że ewolucja na poziomie istoty rozumnej przebiega dalej, choć w inny sposób i znacznie szybciej. Odbywa się ona przez replikację informacji zawartej już nie w genach a w naszej świadomości za pomocą różnych środków jej przenoszenia jak radio, książki i magazynowania jak biblioteki czy dysk komputera. Nie zamierzam tu cytować całej książki a przytaczam jedynie tych kilka fragmentów, które zrobiły na mnie największe wrażenie lub które pozwalają dostrzec nowe i nieznane aspekty naszej rzeczywistości, po czym gorąco zachęcam do przeczytania jej w całości. Musze dodać, że aby ją właściwie zrozumieć potrzebna jest co najmniej zadowalająca wiedza z biologii na poziomie gimnazjum. Książki tej nie da się czytać szybko. Są miejsca w których zdania wymagają głębszego zastanowienia a czasem przeczytania po raz kolejny. A zatem, co to za książka? Pewno wielu z gości mojej strony internetowej o niej słyszało a niektórzy ją już czytali.

To "Samolubny gen" Richarda Dawkinsa, profesora biologii na Uniwersytecie Oksfordzkim. W przedmowie do pierwszego wydania 1976 roku napisał on " Tę książkę należałoby czytać niemal jak powieść fantastycznonaukową. Ma ona bowiem przemawiać do wyobraźni. Jej tematem nie są jednak naukowe fantazje, lecz sama nauka. Powiedzenie, że "prawda naukowa jest bardziej niezwykła niż fantazja", jest może banałem, ale całkowicie się z nim zgadzam. Jesteśmy oto maszynami przetrwania (survival machines) - zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek zwanych genami. Prawda ta napawa mnie zdumieniem i chyba nigdy nie przestanie, choć znana mi jest od lat. Mam nadzieję, że przynajmniej część tego zdumienia zdołam przekazać innym". Teoria samolubnego genu jest teorią darwinowską, choć przedstawiona inaczej niż uczynił to Darwin. Autor krok po kroku wprowadza nas w tok swojego rozumowania, pisze o wielu sprawach, które są nam znane, jednak kiedy opisuje je kompleksowo i z nowej perspektywy, wyłania sie z tego jakby nowy obraz świata. Dysponuje on fantastyczną wiedzą, niezwykłą zdolnością logicznego rozumowania i co ważne posługuje się zrozumiałym językiem.
Rozważając zagadnienia biologii zachowań egoistycznego i altruistycznego autor pisze "Ostatnio zaznacza się tendencja do odrzucania zarówna rasizmu jak i patriotyzmu na rzecz deklarowania uczuć braterskich wobec całego gatunku ludzkiego. Liberałowie, którzy są tak niewzruszonymi orędownikami etyki rodzaju ludzkiego, często mają w najgłębszej pogardzie tych, którzy poszli nieco dalej w zwiększaniu zasięgu działania swojego altruizmu, tak by obejmował on także inne gatunki. Gdybym powiedział, że bardziej leży mi na sercu zapobieżenie rzezi wielorybów niż poprawa warunków mieszkaniowych ludności, przypuszczalnie wstrząsnąłbym niektórymi z moich przyjaciół. Odczucie, że członkowie własnego gatunku zasługują na szczególniejsze względy niż członkowie innych gatunków jest stare i głęboko zakorzenione. Zabijanie ludzi przy innej niż działania wojenne okazji uważa sie za najpoważniejsze z popełnionych przestępstw. Jedynym czynem, którego nasza kultura zakazuje jeszcze surowiej, jest jedzenie ludzi (nawet, jeśli są już nieżywi). Członków innych gatunków zjadamy jednak z przyjemnością. Wielu z nas wzdraga się przed karą śmierci nawet dla najstraszniejszych ludzkich zbrodniarzy, a jednocześnie ochoczo aprobujemy zabijanie bez sądu względnie niegroźnych szkodników zwierzęcych. Co więcej, przedstawicieli jeszcze innych, niewadzących nam w niczym gatunków zabijamy dla rozrywki i odprężenia. Ludzki płód, w którym ludzkich uczuć jest tyle, co u ameby, doznaje o wiele większej czci i ochrony prawnej niż dorosły szympans. A przecież szympans czuje, myśli i - jak wskazują ostatnio dane doświadczalne - jest nawet zdolny nauczyć się pewnej odmiany ludzkiego języka". Omawiając to samo zagadnienie autor przytacza jeszcze inny przykład. " Znacznie lepiej znany jest makabryczny kanibalizm samic modliszek. Te duże drapieżne owady na ogół żywią się mniejszymi, takimi jak muchy, ale atakują w zasadzie wszystko, co sie rusza. W czasie godów samiec ostrożnie podkrada się do samicy, pokrywa ją i kopuluje. Samica zaś, jeśli tylko jej się to uda, zjada go, zaczynając od odgryzienia mu głowy. Może go zaatakować, gdy samiec się zbliży albo, gdy ją pokrywa, albo też już po rozdzieleniu. Z punktu widzenia samicy wydawałoby się, że rozsądniej by postąpiła zjadając samca po kopulacji. Okazuje sie jednak, że utrata głowy nie pozbawia pozostałej reszty ciała samca popędu płciowego. Możliwe nawet, że odgryzając samcowi głowę, samica poprawia jego sprawność seksualną, ponieważ głowa owadów jest siedliskiem pewnych hamujących centrów nerwowych. Skoro tak, to jest to jeszcze jedna, dodatkowa korzyść. Pierwszą jest naturalnie smaczna przekąska".
Teoria ewolucji drogą doboru naturalnego sformułowana przez Darwina zadowala nas, gdyż pokazuje sposób, w jaki prostota może zmienić się w złożoność, jak nieuporządkowane atomy mogą grupować się w coraz to bardziej skomplikowane twory, by doprowadzić w końcu do powstania człowieka. Darwinowskie "przetrwanie najlepiej przystosowanych" jest w istocie szczególnym przypadkiem ogólniejszego prawa przetrwania najstabilniejszych. Najwcześniejsza forma doboru naturalnego polegała po prostu na selekcji struktur stabilnych i odrzucaniu nietrwałych. Autor opisuje jak mogła powstać w sposób całkiem przypadkowy cząstka chemiczna o szczególnych właściwościach samo powielania i nazywa ją replikatorem. To ona stanowiła początek długiego procesu ewolucji. Jednym z elementów procesu ewolucji są "pomyłki" w procesie kopiowania. Porównuje on to do błędów kopiowania ksiąg przez starożytnych skrybów i daje spektakularny przykład, do czego może to prowadzić. Autor pisze "Sądzę, że tym, którzy pracowali nad tekstem Septuaginty, (wczesnej wersji Nowego Testamentu) należałaby się przynajmniej informacja o tym, jak wielką rzecz zapoczątkowali swoim błędnym przetłumaczeniem hebrajskiego słowa oznaczającego "młodą kobietę" na greckie słowo "dziewica", dzięki czemu powstała przepowiednia: "I dziewica pocznie i porodzi syna".
Zadajemy sobie czasem pytanie, dlaczego nowotwory atakuję przede wszystkim ludzi starych. Autor tłumaczy jasno jedną z głównych przyczyn. Gen, który niesie śmierć swojemu właścicielowi nosi nazwę genu letalnego. Gen sprzyjający zapadaniu starych osobników na chorobę nowotworową mógłby zostać przekazany licznemu potomstwu, ponieważ osobniki zdążyłyby się rozmnożyć, nim zachorowałyby na raka. Natomiast gen, który powoduje śmierć z powodu nowotworu w dzieciństwie, w ogóle nie zostałby przekazany potomstwu.
Dlaczego gotowi jesteśmy do największych poświęceń dla naszych dzieci, nieco mniej dla bliskich kuzynów i o wiele mniej dla odległych kuzynów. Nasze poświęcenie, altruizm jest wprost proporcjonalny do pokrewieństwa, a ono daje się przełożyć na język matematyczny, który podaje jak dużą część genów dzielimy z danym osobnikiem. Na przykład nasze dzieci posiadają 1/2 naszych genów, połowa pochodzi od współrodzica. To samo dotyczy naszych braci, sióstr i rodziców. Wszyscy wujowie i ciotki, siostrzenice i bratankowie, dziadkowie i wnukowie, przyrodni bracia i siostry posiadają współczynnik pokrewieństwa 1/4. Autor podaje wzór na ustalenie pokrewieństwa pomiędzy osobnikami A i B z tej samej rodziny. Wynosi ona 1/2 podniesione do potęgi g, przy czym g oznacza tzw. odległość pokoleniową.
Podstawową cechą genów jest to, że przenoszą informację i posiadają zdolność powielania się przenosząc tą samą informacje z jednego na innego osobnika. Strukturą, która pozwala im tą informację zawrzeć jest DNA zawarte w genie. Osobniki niosące geny w końcu giną. Ich życie to mgnienie oka w historii ewolucji, natomiast przenoszona informacja a co za tym idzie struktura DNA jest niemal wieczna. Ten proces jest wspólny dla każdej żywej istoty włączając to ludzi. Jednak u ludzi doszło do powstania czegoś zupełnie nowego, co nosi nazwę kultury w ogólnym, naukowym znaczeniu tego słowa. Przekaz kulturowy jest jakby wyższą formą ewolucji. Jednostkę informacji w procesie przekazu kulturowego autor nazywa memem po części przez analogie z genem. Jako przykład autor podaje " Rozważmy ideę Boga. Nie wiemy, skąd się wzięła w puli memów. Przypuszczalnie powstała wiele razy na drodze niezależnych mutacji. W każdym razie z pewnością jest bardzo stara. W jaki sposób sie replikuje? Słowem mówionym i pisanym., wspomaganym przez wspaniała muzykę i wielkie dzieła sztuki. Czemu ma tak wysoką przetrwalność? W tym przypadku "przeżywalność" nie jest oczywiście własnością genu w puli genów, ale memu w puli memów. Pytanie to znaczy w istocie tyle: co w idei Boga stanowi o tak wielkiej jej stabilności i zdolności penetrowania środowiska kulturowego? Zdolność przetrwania memu Boga w puli memów wynika z tego, że przemawia on silnie do psychiki. Udziela prawdopodobnie brzmiącej odpowiedzi na głębokie i dręczące pytania o sens istnienia. Zdaje się obiecywać, że niesprawiedliwości tego świata zostaną naprawione na tamtym. "Nieśmiertelne zastępy" łagodzą dotkliwość doczesnych niedostatków, i choć istnieją tylko w naszej wyobraźni, nie są przez to ani trochę mniej skuteczne, będąc w tym podobne do placebo podanego przez lekarza. Oto niektóre z powodów łatwości, z jaką idea Boga jest kopiowana przez mózgi kolejnych pokoleń. Bóg istnieje, przynajmniej jako mem o dużej zdolności przetrwania, czy też wybitnej zaraźliwości, w środowisku tworzonym przez kulturę człowieka".
I tak dalej, i tak dalej. Tłumacząc teorię ewolucji autor posługuje się biologią, co oczywiste, ale także sięga do wielu innych wydawałoby się odległych dziedzin, jak matematyka, socjologia, czy wreszcie do naszych wierzeń. To pasjonująca książka, nawet, jeśli się ją czyta w temperaturze przekraczającej 30 stopni.


(1.08) Od kiedy napisałem poprzedni rozdział minęło wiele czasu. Dawkins stał się klasykiem socjobiologii czy też socjologii ewolucyjnej. Jego sława urosła, kiedy w książce "Bóg urojony" wypowiedział się o sprawach wiary i religii. Jego przekonania można było odczytać z poprzednich książek, w tej ostatniej jednak zaprezentował się nie tylko, jako przeciwnik religii i wiary w istnienie Boga, ale także z pasją przekonuje, że są one szkodliwe do tego stopnia, że należy je aktywnie zwalczać. Dla wielu tego rodzaju stwierdzenia okazały się nie do przyjęcia i nic dziwnego, że powstała książka polemiczna "Bóg nie jest urojeniem, złudzenie Dawkinsa" małżeństwa McGrath.
Trzeba przyznać bez wnikania w niuanse argumentacji, że wobec napisanej z pasją "Bóg urojony" ta polemika wypadła dość blado. Nie to jednak jest powodem mojego powrotu do Dawkinsa. Jak napisałem w poprzednim rozdziale książka ta dosłownie poruszyła moją wyobraźnię na tyle, że wielokrotnie wracałem myślami do poruszanych przez nią spraw. Dawkins pisze, że istoty żywe tego świata są niczym innym jak tylko wyspecjalizowanymi maszynami do przenoszenia, chronienia i zapewniania genom jak największego powodzenia. Oczywiście należy to traktować, jako pewien punkt widzenia na pozór kontrowersyjny, ale po przemyśleniu przytaczanych przez niego argumentów prawdziwy. Można by żartobliwie polemizować z Dawkinsem, że taki przykładowy osobnik to tylko połowa maszyny genowej, bowiem aby proces zadziałał muszą istnieć jej dwie uzupełniające się części męska i żeńska. Bez współdziałania ich obu geny nie popłyną swoją rzeką ku odległej przyszłości. Oczywiście nie jest to żadne nowe odkrycie a jednak przypomnienie tego faktu w świetle tego, co pisze Dawkins kieruje myśli ku ciekawym spostrzeżeniom. Owe tajemnicze i potężne geny nie tylko zadbały o swój los i swój dobrobyt zaopatrując "maszyny genowe" a zatem żywe organizmy w pazury, zęby, czasem świetny wzrok a czasem w spryt, ale także zadbały o to, aby proces przenoszenia genów z jednostki na jednostkę czy też, jak kto woli z pokolenia na pokolenie odbywał się w sposób jak najbardziej sprawny a ich mieszanie się z genami osobnika płci przeciwnej przynosiło powodzenie dalszym generacjom "maszyn genowych" a przez to powodzenia genom. Teraz chcę z pozoru zmienić temat i napisać coś o filmach. Jak na ogół kończą się filmy amerykańskie? Niemal wszyscy odpowiedzą happy-endem. Jak wyglądają sceny końcowe tych filmów? Mniej więcej tak - on po pokonaniu wielu przeciwieństw i zagrożeń, szczęśliwym uniknięciu śmierci w dziesiątkach widowiskowych i bezsensownych strzelanin poturbowany, ale żywy dotrwał do końcowej sceny ona po przejściu porwań, i innych bezeceństw zmaltretowana, ale w końcu oswobodzona rzuca się w świetle reflektorów oświetlających końcową scenę na szyję bohatera a my możemy sobie dośpiewać, co będzie dalej. Co ciekawe czynimy to po raz kolejny i kolejny i kolejny. Wersje końcowe filmów nieco się różnią, ale co ciekawe czekamy na takie pozytywne zakończenie. Budzi ono w nas uczucie ulgi i satysfakcji. Jak byśmy się czuli gdyby wszyscy się wystrzelali lub potopili. Wstalibyśmy z siedzenia w kinie lub fotela w domu nieusatysfakcjonowani i pewnie nie chcielibyśmy oglądać więcej filmu takiego reżysera. Oczywiście nie zawsze happy-end może być w stu procentach. Ostatnio czytałem doskonałe i naprawdę wzruszające opowiadanie Frederica Forsythe'a (tego od Psów wojny i Dnia szakala) pod tytułem "Szepczący Wiatr". Zachęcam do przeczytania. To historia z przed 200 lat białego żołnierza armii amerykańskiej, który zakochuje się w młodej Indiance o imieniu takim jak tytuł tego opowiadania. Tropieni i prześladowani przez wszystkich giną gdzieś w mroźnej górskiej grocie. Ponieważ jednak jest to książka z gatunku fantazja on pojawia się w świecie współczesnym w skansenie odbudowanym na wzór dawnego Fortu z dzikiego zachodu. Nie bardzo zdaje sobie sprawę z czasu, jaki upłynął i szuka swojej dziewczyny. Znajduje jej nowe wcielenie w postaci młodej nauczycielki, indiańskiego pochodzenia. I znowu historia się powtarza, wpadają w tarapaty i są ścigani, ale tym razem przez policję używającej helikopterów i najnowszej techniki, uciekają w te same góry. On ginie a ona zostaje odnaleziona w kiepskim stanie i trafia do szpitala. W epilogu ona go nadal wspomina, ale jego istnienie dla czytelnika jest, co najmniej enigmatyczne i odczuwa on coś w rodzaju niedosytu i niepewności czy bohater we współczesnych czasach istniał czy była to tylko imaginacja. To uczucie niepewności i braku satysfakcji trwa tylko do momentu, kiedy w ostatnim zdaniu książki czytelnik dowiaduje się, że dziewczyna jest w ciąży. To ciekawe jest coś w nas, co karze nam się cieszyć, że oni się kochają i martwić, że się rozwodzą. Cieszyć z przychodzenia dzieci na świat, itp. To uczyniły nam te podstępne geny, to one tak dbają o siebie! One wpływają nie tylko na nasze działanie, ale także na nasze uczucia.
Dawkins w jednej ze swoich książek pisze, że dziwi się, dlaczego wśród młodzieży wybierającej przyszły kierunek studiów maleje zainteresowanie naukami biologicznymi. Nauki biologiczne pozwalają zrozumieć proces ewolucji, dzięki któremu świat nie jest martwą pustynią. To dzięki niemu szumią lasy, pachną łąki, świergoczą ptaki i wreszcie to dzięki niemu my istniejemy. Poznanie i zrozumienie procesu ewolucji uświadamia jej nie porównywalne z niczym innym znaczenie. Świat, w którym żyjemy mógłby istnieć bez fizyki jądrowej, samochodów, radia, elektryczności zasilającej nasz dom, koła czy nawet ognia na domowym palenisku, o czym wiemy z prehistorii, ale ten żywy świat nie mógłby istnieć bez procesu ewolucji. Tylko on pozwala zrozumieć skąd się wzięliśmy i w jakim kierunku zmierzamy. Nota bene, ewolucja jest najbardziej antyreligijną nauką. O ile jednak łatwiej jest patrzeć w przeszłość, trudniej ocenić aktualny stan podczas jego trwania o tyle jeszcze trudniejsze jest przewidywanie przyszłości. Proces ewolucji kształtował żyjący świat przez miliony a nawet miliardy lat. Jest to okres czasu niedający się wyobrazić naszemu umysłowi, który przyzwyczajony jest do odczuwania mijania godzin, dni, lat, ich dziesiątków czy nawet setek. Wszyscy wiemy, że nowa era zaczęła się dwa tysiące lat temu, ale jest to raczej dla nas cyfra a nie poczucie dystansu czasowego a co dopiero mówić o milionach lat. W tym niewyobrażalnie długim okresie czasu dzięki przypadkowym zmianom w genach cechy przynoszące korzyść były powielane a niekorzystne były eliminowane. Powstawały coraz bardziej skomplikowane formy życia a my na dzień dzisiejszy jesteśmy uwieńczeniem tego procesu. Odbywał się on można by rzec przez miliardy lat w sposób naturalny aż tu nagle stało się coś niezwykłego. Szczytowy wytwór ewolucji, jakim jest człowiek posiadł bowiem znajomość manipulowania genami, co bardziej elegancko określa się inżynierią genetyczną. To, na co trzeba było milionów lat jest w stanie stworzyć w kilka miesięcy. Tworzy mysz obdarzoną niesamowitą wydolnością fizyczną, koty o fosforyzującej sierści, bakterie produkujące leki, rośliny odporne na pasożyty, znacznie wydajniejsze odmiany zbóż czy owoców, lista ta jest długa i wręcz nie ma końca. Człowiek posiadł coś, co było domeną natury czy jak kto woli Boga. Czy należy się zatem dziwić, że budzi to uczucie niepewności i strachu? Czy manipulowanie w genach nie spowoduje katastrofy? Myślę, że to poczucie podświadomego strachu leży u podstaw histerycznych niekiedy a często agresywnych wystąpień członków najróżniejszych ugrupowań i tzw. organizacji ekologicznych. Nie ma tak naprawdę na dzień dzisiejszy potwierdzenia naukowego, że żywność z roślin czy zwierząt modyfikowanych genetycznie jest szkodliwa, ale właśnie ten strach powoduje, że obrońcy naturalnej przyrody zadają pytanie czy na pewno spożywanie jej przez dłuższy okres czasu nie odbije się niekorzystnie na zdrowiu. Zapominamy, że choć dopiero od niedawna potrafimy manipulować genami to jednak już znacznie wcześniej wpływaliśmy na powstawanie nowych odmian roślin czy zwierząt przez odpowiednie krzyżowanie, choć nie była to dzisiejsza inżynieria genetyczna. Wszystkie zboża i większość owoców to wytwory takich procedur. To samo z psami, odmianami kotów, wszystkich zwierząt domowych itp. Można by zadać sobie pytanie, co by się z nimi stało gdyby człowiek nagle przestał je karmić, chronić i wpływać na ich rozmnażanie. Myślę, że część szybko by wyginęła a te, które by przeżyły pokrzyżowałyby się między sobą wracając do stanu wyjściowego z przed interwencji człowieka. Wydaje się, że jeśli człowiek wytworzy na przykład kozę z głową psa lub kurę z dziesięcioma nogami - dla tych, którzy lubią udka to będą one trwały tylko tak długo jak długo sztucznie ich istnienie będzie podtrzymywał człowiek. Kiedy jego interwencji zabraknie natura dzięki mechanizmom ewolucji szybko naprawi te anomalie, chyba, że przez przypadek jeden z tych wytworów okaże się lepiej przystosowany do życia niż otaczające go organizmy. Jest to jednak szansa znacznie mniejsza niż wygranie głównej nagrody w Totolotku.

Grudzień 2008 (nowe)
Przeczytałem właśnie wydaną ostatnio w Polsce książkę Richard Dawkins Ewolucja myślenia a w podtytule Hołd złożony jednemu z najwybitniejszych współczesnych intelektualistów.Nie jest to książka Dawkinsa a książka o nim napisana przez wielu autorów. Wydano ją w Anglii w 30 rocznicę pierwszego wydania Samolubnego genu. Moja strona internetowa nie jest miejscem na recenzje książek ale ponieważ Samolubny gen wywarł na mnie tak wielkie wrażenie i zmienił moje pojmowanie świata, chciałbym podzielić się tym co o nim piszą inni. Oto kilka przykładów - cytatów.

Książka ta ma ogromną moc edukowania w pierwotnym znaczeniu tego słowa - dosłownie sprowadza ludzi z jednej ścieżki rozumowania i zmusza ich do spojrzenia na świat w inny sposób, choć często jest to niełatwe i nieprzyjemne. Wprawia w zakłopotanie, niepokoi, a czasem nawet obraża. Każe ludziom zrozumieć, że to, w co wcześniej wierzyli, nie jest zgodne z genocentrycznym obrazem świata, w związku z czym muszą albo zmienić sposób myślenia i przystosować się do nowej rzeczywistości, albo logicznie zweryfikować swoje przekonania, żeby mieć w nich sensowną alternatywę dla koncepcji samolubnego genu. Niektórym się to podoba, inni zaś są zaszokowani. Jednak nikt, kto przeczytał tę książkę w całości i w pełni zrozumiał jej przesłanie, nie jest już taki, jak dawniej. (M.S. Dawkins, profesor wydz. zoologii Uniwersytetu Oxfordzkiego)

Fenomen taki, jak Samolubny gen Dawkinsa, może być postrzegany z wielu punktów widzenia i odczytywany w różnych kontekstach. Za punkt wyjścia można obrać jego sukces wydawniczy, wpływ na całe pokolenia studentów i naukowców oraz oddziaływanie na życie intelektualne wielu narodów. (A. Grafen, profesor biologii teoretycznej na Uniwersytecie Oxfordzkim)

Samolubny gen zachwycił mnie od początku do końca, podając wiele cennych informacji, korygując moje nieprawidłowe wyobrażenia odnośnie wielu spraw oraz potwierdzając niejasne przeczucie, że ewolucja w drodze doboru naturalnego jest kluczem do rozwiązania większości problemów filozoficznych, które mnie interesowały. (D.C Dennett, profesor filozofii na Uniwersytecie Tufts).

Tak samo jak olbrzymia rzesza innych osób miałem błędne wyobrażenie o wielu sprawach, dopóki po lekturze Samolubnego genu nie spojrzałem na teorię ewolucji oczami Richarda Dawkinsa. (D. Deutsch, profesor w Centrum Informatyki Kwantowej na Uniwersytecie Oxfordzkim).

Znając Dawkinsa z jego prac, w których jawi się jako elokwentny i poetyczny wręcz piewca zdumiewająco pięknego świata odkrywanego przez naukę - świata o wiele cudowniejszego niż wszystko, co może zaoferować religia w swych wyobrażeniach - zawsze odczuwałem zdziwienie, gdy krytycy zarzucali mu rozgoryczenie. (A.C. Grayling, profesor na Wydziale Filozofii College'u Birkbeck).

W 2001 roku brałem udział w konferencji pod hasłem "Ludzkość 3000". Jej celem było"zgromadzenie wybitnych myślicieli z człego świata i zachęcenie do wielodyscyplinarnej dyskusji . ..." W konferencji uczestniczył również biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Oxfordzkiego, Richard Dawkins . ..." " Richard po prostu siedział i wsłuchiwał się w naszą rozwlekłą gadaninę, aż wreszcie wybierał odpowiedni moment i rzucał krótką uwagę lub wniosek . ... Po jednym z takich wystąpień Dawkinsa uświadomiłem sobie, że człowiek ten reprezentuje zupełnie inny poziom, że przewyższa inne wybitne umysły obecne na sali.
(Ze wspólnego pobytu na Mt. Wilson) Kiedy staliśmy pod wspaniałą kopułą mieszczącą ogromny teleskop i dzieliliśmy się refleksjami na temat tego, jak wspaniała a nawet cudowna jest naukowa wizja wszechświata i naszego miejsca w nim, Richard zwrócił sie do mnie ze słowami: Wszystko to budzi we mnie tak głęboki podziw dla naszego gatunku, że aż łzy stają mi w oczach.
Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo o pracach i słowach Richarda Dawkinsa. (M.Shermer, założyciel i wydawca magazynu "Sceptic" redaktor "Scientific American" i autor wielu książek).

Kiedy George W. Bush został po raz pierwszy prezydentem Stanów Zjednoczonych - po kontrowersyjnych wyborach i wyroku Sądu Najwyższego - był to rodzaj "niesprawiedliwości", który Dawkins odczuł "prawie jak fizyczny ból".
W 2002 roku podpisał on list otwarty wzywający europejskie instytucje do wstrzymania finansowania badań naukowych w Izraelu w odpowiedzi na "brutalne represje wobec ludności palestyńskiej".
W reakcji na dążenie George'a W. Busha do inwazji na Irak : " Proszę zlecić badanie opinii publicznej i zadać ludziom nastepujące, proste pytanie - pisał w liście do "Guardiana" - "Czy wolałbyś, aby obalono reżim w Bagdadzie, czy w Waszyngtonie?" (M.Kohn, stażysta naukowy na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu w Sussex, autor wielu książek).

Dawkins wykuwa zapadające w pamięć frazy i jest zażartym niezastąpionym przeciwnikiem tych, co pielęgnują chwasty przesądów. Jest on opowiadaczem prawdziwych historii, snującym opowieści o niewyczerpanych skarbach świata przyrody, nas samych i naszych korzeniach. (Ph. Pullman, autor wielu książek).

A co ja mogę powiedzieć o nim w swoim imieniu? Nie znam żadnego innego intelektualisty, autora czy filozofa który wpłynął w takim stopniu na moje postrzeganie świata i jestem szczęśliwy że pomimo oddalenia od tzw. rozwiniętego świata udało mi się zapoznać z jego pracami i poglądami. Czytając zawarte w tej książce wypowiedzi jest mi miło widzieć, że nie tylko na mnie wywarł takie wrażenie.

 

Powrót na stronę - Z odległej perspektywy