Moje trzy grosze

(Komentarze do aktualnych wydarzeń, coś w rodzaju blogu, coś z czym chciałbym podzielić się z innymi na żywo a z oczywistych powodów nie mogę. Miejscowych nie bardzo to interesuje a rodaków widzę raz na kwartał.)

Osiągnięcia polskiej medycyny 16.04.14
Opętanie?  30.03.14.

Lato 2014, na wakacjach w Polsce 20.08.2014

Znowu jak co roku spędziłem część urlopu w Polsce i znowu starałem się dostrzec co się zmieniło a także jak wyglądamy na tle innych krajów.

Pierwsze kroki po wyjściu z samolotu przekonały  mnie, że pomimo dokonywanych licznych zmian na terenie lotniska im. Chopina nadal przylatujących oczekuje ta sama co przed latyścieżka zdrowia będąca sprawdzianem ich tężyzny fizycznej. Najpierw jest wspinanie się ścieżką trzykrotnie zakręcającą na znacznie wyższy poziom co u niektórych osób powoduje zadyszkę, aby potem żeby było śmieszniej zjeżdżanie w dół ruchomymi schodami. Powinno być dokładnie odwrotnie, ale od lat nic się nie zmienia. To taki miły swojski akcent na przywitanie.

Kolejnym zawodem  była dla mnie podróż pociągiem do Bydgoszczy. Najpierw jeszcze na dworcu Warszawa Centralna wjechałem windą z głównej hali do małej poczekalni na górze, gdzie niecierpliwie oczekiwana  toaleta okazała się nieczynna. Winda z poziomu hali z kasami jeździła tylko jeden poziom do góry. Za to druga z tego samego poziomu jeździła tylko w dół i to tylko na jeden peron.

Jedna świetlna tablica głosiła że pociąg do Bydgoszczy odchodzi z peronu 4go o 13tej, a druga że z peronu 3go o 12:54. Przedział 1szej klasy w niczym nie odbiegał od tego co widziałem 30 lat temu. O toalecie w pociągu nie wspomnę aby nie zasłużyć na miano malkontenta.

Byłem tym razem w dwóch miastach z którymi łączą mnie wydarzenia z przeszłości, w Lublinie w którym nie zauważyłem większych zmian i w Bydgoszczy. To ostatnie miasto, które kiedyś zrobiło na mnie fatalne wrażenie, kiedy do niego przyjechałem po raz pierwszy przed wielu, wielu laty z roku na rok zmienia się na lepsze, żeby nie powiedzieć pięknieje. Powstała ładnie zabudowana wyspa Młyńska z której bydgoszczanie są dumni a szereg starych budynków szczególnie tych wzdłuż Brdy zostało odremontowanych i pełni nowe funkcje. Zbudowano także imponujący most drogowy krzyżujący jedną z głównych arterii, nowy pomnik (rekonstrukcja dawnego) w centrum miasta i widać wiele innych nowych inwestycji. Zburzono nie pasujący do rynku starego miasta szklany budynek restauracji Kaskada. Słynny bydgoski cukiernik Sowa opanował ten rejon miasta i buduje tam na wyścigi kolejne budynki. Nie wiadomo dlaczego jeden z nich blokuje 1/3 szerokości wąskiej uliczki prowadzącej na rynek. To dysonans na który konserwatorzy nie powinni byli pozwolić. Myślę, że kiedy go wykończą ta część starego miasta będzie się nazywała Sowią dziuplą.

Wieczorem umówiłem się na wspominki z kolegą z dawnych lat w ogródku piwnym na starym mieście. Wszystko było by ładnie, gdyby nie przetaczające się pijane rozczochrane typy z czerwonymi gębami dopominające się jałmużny na piwo. To się nie zmieniło i odnoszę wrażenie, że nawet nasiliło. Pijaków widzi się na ulicach coraz częściej w dużych miastach a szczególnie w Warszawie. Uważam, że alkoholizm do pary z bezrobociem są jednymi z coraz bardziej toczących nas plag.

„Warszawo ty moja Warszawo” to tytuł pięknej i przejmującej piosenki śpiewanej niegdyś przez Fogga, ale ja wolę ją w wykonaniu Seweryna Krajewskiego w akompaniamencie gitary. Ma ona szczególny wydźwięk w dniach okrągłej, bo 70 rocznicy Powstania Warszawskiego. Kto chce ją odświeżyć w pamięci może ją łatwo odszukać na Chomikuj.pl.

Byłem w muzeum Powstania i zrobiło ona na mnie jak i na wielu innych wstrząsające wrażenie. Marzyło mi się wtedy, aby tą piosenkę nadawano z głośników powiedzmy co godzinę dla ludzi oczekujących na zewnątrz w kolejce po bilety. Wprowadzało by to ich w nastój jaki potem towarzyszył by im wewnątrz muzeum. W kilku miejscach na świecie istnieje coś podobnego jak na przykład w muzeum Van Gogha w Amsterdamie.

To bodajże najtragiczniejsze wydarzenie w historii naszego narodu, Holokaust stolicy państwa.

Jak mówią historycy była to ślepa zemsta Hitlera , który nienawidził Warszawy i skorzystał skwapliwie z okazji aby zniszczyć to miasto i wymordować jego mieszkańców. Miało w tym miejscu powstać 150 tysięczne niemieckie miasto z gettem dla polskich podludzi na praskim brzegu.

Tak na marginesie, byłem także ostatnio w Wiedniu, gdzie jest wiele dowodów na to, że pamięta się iż to król polski Jan Sobieski uratował stolicę Austrii od nawały tureckiej. W rewanżu parę wieków potem  psychopatyczny austriacki przywódca Niemiec zrównał z ziemią stolicę Polski.

Na temat Powstania powiedziano i przedyskutowano niemal wszystko. Ostatnio pojawiła się wspaniała książka Kanadyjki Alexandry Richie  „Warszawa 1944. Tragiczne Powstanie”.  Pozwala ona lepiej je zrozumieć na tle szerokiego opisu sytuacji na frontach i przedstawionej przeszłości poszczególnych zbirów którzy tam działali.

Bestialstwo  niemieckich żołnierzy i ich wspólników przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenie. Starożytne greckie tragedie czy dramaty Szekspira wydają się przy tym bajeczkami dla grzecznych dzieci a horror współczesnych filmów może przy tym tylko śmieszyć. Nawet szeregowe zabijanie zwierząt w rzeźni jest o niebo bardziej humanitarne niż nieludzka, systematyczna, brutalna rzeź ludzi, niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci dokonana przez niemieckich, rosyjskich, ukraińskich i azerbejdżańskich zbirów.

Nasuwa się natarczywie pytanie jak to możliwe, że naród uważający się za bardziej kulturalny i cywilizowany od innych dokonał takiej potwornej zbrodni.

Nie wolno nam tego zapomnieć, ta książka wśród wielu innych książek i wspomnień powinna temu dopomóc.

Pamiętając o tych wydarzeniach musimy zrobić wszystko, aby nigdy więcej do tego nie dopuścić.

Weźmy przykład z Żydów, którzy w swojej polityce przyjęli zasadę postępowania tak aby ich Holokaust nigdy się nie powtórzył. Niestety nie mamy i nie będziemy mieć jak oni bezwarunkowego poparcia finansowego i militarnego największej potęgi świata ani bomby atomowej. Musimy zatem szukać innych rozwiązań, ale nie wolno nam ignorować tego co się stało i pozwolić aby koło historii znowu się obróciło.

Wydaje mi się, że to powinno być sednem naszej polityki zagranicznej i poniekąd wewnętrznej. Pokój nigdy nie trwa wiecznie, widzimy to doskonale na przykładzie tego co dzieje się na wschodzie. Na zachodzie jest spokój, ale jeżeli pewnego dnia dojdzie tam do władzy jakiś kolejny psychopata?

Niemcy planują zawsze na długą metę. Nigdy nie wyrazili chęci podpisania z nami traktatu pokojowego i zostawili sobie furtkę, aby w nadarzających się korzystnych dla nich okolicznościach zakwestionować nasze granice. Nie powinniśmy o tym zapominać

Na koniec serwisu informacyjnego podaje się zwykle informacje z dziedziny kultury, „kultury” i sportu. Uczynię to i ja.

Po długim okresie abstynencji postanowiłem zobaczyć jak wygląda współczesne kino w Polsce i jakie grają w nim filmy. Po długim namyśle, raczej z niedoboru niż nadmiaru ciekawych tytułów wybrałem „Herkulesa” bo to najnowszy film i do tego w tzw. 3D. Na sali siedziało 5 osób z czego większość opychała się prażoną kukurydzą, bo to teraz obowiązkowa norma. Po pół godzinie natrętnych reklam zaczął się film, który był, aby to określić zwięźle – taki sobie. Bajeczka dla dzieci oparta na mitologii z wyolbrzymionymi efektami wizualnymi i dźwiękowymi. Założyłem do uszu słuchawki od mojego telefonu aby stłumić hałas i jakoś wytrwałem.

Tak się złożyło, że podczas mojego pobytu polska klubowa drużyna piłkarska wygrała wysoko dwa mecze ze znacznie bardziej renomowanym przeciwnikiem i zakwalifikowała by się do dalszych rozgrywek zarabiając na tym wiele milionów euro. Niestety już przed rewanżowym meczem zaczęły się dziać dziwne rzeczy, bo ni z tego ni z owego odmówiono telewizji polskiej transmisji meczu. Potem żeby było dziwniej po praktycznie  wygranym drugim meczu trener wprowadził dosłownie w ostatnich minutach bez żadnej taktycznej potrzeby zawodnika, który w myśl przepisów nie miał prawa grać, co natychmiast zostało dostrzeżone przez oficjeli i polska drużyna została wyeliminowana. Nasuwa się pytanie ile z tych milionów, które zarobili przeciwnicy dostał trener Norweg, który podjął tą decyzję? Dlaczego znowu zrobiono z nas głupków?

Osiągnięcia polskiej medycyny 16.04.14.

Dowiaduję się z polskich mass mediów, które nota bene są coraz gorsze o ostatnich dokonaniach w tej dziedzinie. Śląski Uniwersytet Medyczny otworzył studia homeopatii i innych form niekonwencjonalnej  medycyny. Część ludzi uznała to za dowcip primaaprilisowy, ale potem okazało się to prawdą, ku zgrozie trzeźwo myślących.

Na nowo ku uciesze gawiedzi ma rozpocząć się proces doktora G jak o nim pisze prasa, czołowego, choć na pewno kontrowersyjnego polskiego kardiochirurga. Jest on oskarżany o branie pieniędzy, ale w tle stale przewija się konflikt z personelem, który nie pozostał bezczynny. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w procesie toczącym się ponad 4! lata został on najpierw skazany, potem uniewinniony z części zarzutów, wmieszani byli w to politycy i służba dochodzeniowa. Teraz postanowiono rozpocząć proces na nowo i przewiduje się, że potrwa on nie krócej niż poprzedni. Chwała polskiej medycynie i legislaturze!

O podobne przestępstwa zostali oskarżeni inni czołowi luminarze polskiej medycyny, profesor onkologii z Warszawy i neurochirurgii z Bydgoszczy, ale to tylko skromna próbka, jest ich znacznie więcej.

Wyrobioną opinię ma nasz współczesny system opieki zdrowotnej NFZ a ostatnio uchyla się rąbka tajemnicy poliszynela korumpowaniu lekarzy różnych szczebli przez bogate firmy farmaceutyczne, aby przepisywali dużo i często niepotrzebnych leków. Dotyczy to także producentów zawsze bardzo drogiego i nie zawsze potrzebnego na danym szczeblu sprzętu medycznego z zasady zagranicznego.

Państwowa dentystyka praktycznie nie istnieje a prywatna hula jak może. Podczas wakacji w Polsce za zrobienie nieskomplikowanego mostka zapłaciłem pięć tysięcy złotych. Praca dentystki nie zajęła więcej czasu niż godzinę, ale nie mogłem protestować, gdyż była to na dodatek moja dawna znajoma. Zą tą cenę można kupić dwa a nawet trzy niezłe laptopy!

Chwała polskiej medycynie i tym, którzy są za to odpowiedzialni. To co mnie kiedyś przerażało teraz niekiedy mnie uspokaja, kiedy uświadomię sobie  – że jestem tak daleko.

 

Opętanie?  30.03.14.

Obejrzałem ostatnio już raczej archiwalny film Kaligula z plejadą świetnych aktorów jak Peter O’Toole, John Gielgud, Helen Mirren. Postać Kaliguli gra Malcolm McDowell. Jego twarz i szeroko otwarte bez wyrazu obłąkane oczy wypisz wymaluj przypominają mi twarz jednego z naszych polityków. Aby ją zobaczyć wystarczy w Google wystukać Wikipedia, Malcolm McDowell i picture. Oczywiście nie wynikają z tego posądzenia o zbrodnie i bezeceństwa  jakich dopuszczał się obłąkany cesarz, ale wizualne podobieństwo jest uderzające.

                                                          

W minionym tygodniu właściciel lombardu w jednym z miast musiał się gęsto tłumaczyć bo umieścił na wystawie obraz Żyda liczącego pieniądze i spowodował tym wielki giewałt. Teraz w Poznaniu w centrum miasta eksponuje się olbrzymi plakat opluwający jeden z symboli naszych świętości narodowych jakim jest Papież JPII i jak na razie reakcja Polaków jest mizerna. Skąd biorą się takie grupy pseudo artystów i za czyje pieniądze to robią? To niesłychane, to może zdarzyć się tylko we współczesnej Polsce i między innymi dlatego tak wielu ją opuszcza.

 

Rozrachunek z przeszłością 17.01.13.

Nawiedzają mnie coraz intensywniej wspomnienia młodości. Myślę, że dla większości ludzi są one najpiękniejsze, najświeższe, bo nieskażone późniejszymi nie zawsze pozytywnymi doświadczeniami. Wspomnienia  tamtego okresu są najbardziej przejmujące, najintensywniejsze i najdłużej pamiętane. Oczywiście nie wszyscy w tym okresie doznają samych pozytywnych wydarzeń, ale ci, którzy mieli to szczęście zachowują je w pamięci do końca życia.

Dlaczego to piszę, otóż przeczytałem nie tak dawno przesłany mi internetem list słynnego kolumbijskiego pisarza, laureata nagrody Nobla Gabriela Garcia Marqueza, który podobno napisał go w mocno zaawansowanym wieku, kiedy dowiedział się o wyroku na swoje życie jaki zgotowała mu nieuleczalna choroba. List ten mnie poruszył, bo zawiera stwierdzenia z którymi nie spotykamy się na co dzień a które czasem warto sobie uświadomić. Oprócz wielu ciekawych i przejmujących myśli jest tam jedna, która szczególnie utkwiła mi w pamięci. Wspomnienia mają jedynie wtedy głębszy sens jeśli można się nimi podzielić. A oto cały ten list:

 

"Jeśliby Bóg zapomniałby przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniłbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą, bowiem, że starzeją się właśnie, dlatego, iż unikają miłości! Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem). Tylu rzeczy nauczyłem się od Was ludzi… Nauczyłem się, ze wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią po raz pierwszy palec swego ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry, tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. Jest tyle rzeczy, których mogłem się od Was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył. Mów zawsze, co czujesz i czyń, co myślisz. Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę Cię śpiącego, objąłbym Cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być Twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy Cię widzę, powiedziałbym „kocham Cię” a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym Ci powiedzieć, jak bardzo Cię kocham i że nigdy Cię nie zapomnę. Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło Ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, „dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt Cię nie będzie pamiętał za Twoje myśli sekretne. Proś, więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni."

 

 

 

Znowu na linii po długiej przerwie (jak ten czas szybko leci)   17.01.13

Muszę znowu zacząć pisać, żeby móc wyładować emocje wywołane tym co dzieje się na świecie. Jestem zdany na tzw globalne telewizje jak CNN, BBC World, France 24 i Al Jazira i inne, nie mam natomiast dostępu do polskiej telewizji. Wczoraj tzw wojownicy wolnej Syrii a raczej banda opłacanych i uzbrojonych z zewnątrz zbirów w tym członkowie Al Kaidy nie zawahała się zaatakować uniwersytetu w Aleppo w którym rozpoczął się pierwszy dzień sesji egzaminacyjnej. Zginęło 80 ludzi w większości studentów a ponad 200 odniosło rany. Al Jazira mieniąca się stacją arabską w której nota bene znalazło ciepły kąt wielu reporterów z BBC i innych zachodnich stacji jako pierwszą dziś wiadomość podała uziemienie felernego samolotu Boeing 787 w Japonii a potem przygotowania Francji do ataku w Mali, gdzie rzekomo rośnie zagrożenie Al. Kaidą. Dlaczego zamiast w Mali Francuzi nie wylądowali w Syrii aby chronić tamte społeczeństwo przed zbirami i terrorystami o tym media milczą.

Zachodnie media wałkują od miesięcy na wszystkie strony sprawę kolarza wszech czasów, bo tak go do niedawna nazywano, Lance’a Armstronga oskarżanego o dopping. Wszyscy go o to podejrzewają, bo wygrał siedem razy pod rząd Tour de France co nie zdarzyło się nikomu innemu. Nie udowodniono mu tego jednak w sposób niekwestionowany, ale nadal zarzuca mu się oszustwo.  Zarzuty opierają się na podstawie zeznań innych osób. Telewizje huczą od tej afery a komentatorzy poświęcają mu tyle krytycznych uwag jak by był wrogiem publicznym numer jeden naszych czasów. Niedawno pokazano jak  L. Armstrong był dekorowany przez byłego prezydenta USA Georga W. Busha. To że Bush oszukał swoje i dużą część światowego społeczeństwa kłamiąc, że Irak ma broń masowego rażenia a potem w imię tego wywołał bezsensowną i tragiczną wojnę w której zginęło setki tysięcy obywateli Iraku i parę tysięcy Amerykanów jakoś nikt nie wypomina. Jeśli nawet Armstrong kłamie, co nie jest do końca pewne to jak się ma jego kłamstwo do kłamstwa George W. Busha i jego tragicznych następstw? Armstrongowi odebrano jego trofea a co powinno spotkać Busha?

 

Kiedy się pochylę widzę wszystko w tyle   4.11.11

Ostatnie wydarzenie, wspaniałe, szczęśliwie zakończone lądowanie uszkodzonego samolotu, które stało się szeroko komentowanym sukcesem pilota Polaka napełniło nas wszystkich uczuciem satysfakcji i dumy. Jest nam tak przyjemnie, kiedy niemal cały świat dowiaduje się, że Polak lub Polska odniosła sukces. Niestety jest ich tak mało. Myślę, że wszyscy zgodzą się, że naszym wielkim sukcesem na przestrzeni ostatnich dekad był wybór Polaka na Papieża. Byliśmy z tego dumni i szczęśliwi, zazdrościł go nam świat. Niestety my sami zgodziliśmy się aby niechętne nam środowiska na świecie podważały jego wielkość. Co gorsza w naszym kraju znalazły się indywidua, które dla sensacji, poklasku gawiedzi, i w końcu osobistych zysków gotowi są go opluwać.

Byliśmy dumni z tego, że Polska była pierwszym krajem, który zrzucił jarzmo komunizmu, niestety dziś na świecie mało kto o tym pamięta a ruch, który się do tego przyczynił zdegenerował się i skarlał.

Niewątpliwym sukcesem było wstąpienie do Unii Europejskiej i NATO. Daje to nam poczucie kogoś kto został przyjęty do bogatszej i silniejszej rodziny. Na ile było to naszą zasługą a na ile po prostu logicznym biegiem wydarzeń to inna sprawa.

Udało nam się pomimo wszystkich naszych wad i ułomności poprawić znacząco sytuację ekonomiczną kraju i uniknąć jak dotąd szczęśliwie większych ekonomicznych kryzysów. Tu również nasuwa się pytanie na ile było to naszą zasługą a na ile wynikiem tego, że udało nam się wskoczyć do szerszej i szybciej płynącej rzeki.

To pokrótce te największe i najważniejsze pozytywne wydarzenia ostatnich dekad, ale codzienne życie składa się z małych wydarzeń i radości.

Radość sprawia nam, kiedy przynosimy do domu większą pensję, kupujemy nowy samochód, przeprowadzamy się do nowego mieszkania, ale to nie wszystko. Innego rodzaju radość odczuwamy, kiedy wygrywa nasza drużyna piłkarska a jeszcze większą kiedy jest to drużyna narodowa. Cieszymy się kiedy nasi sportowcy innych dziedzin zajmują pierwsze miejsca w skali międzynarodowej a nie tylko międzywojewódzkiej. Dumę budzą w nas prawdziwe osiągnięcia w dziedzinie nauki, sztuki itp. Niestety w porównaniu w wieloma mniejszymi krajami wypadamy w tych dziedzinach delikatnie mówiąc skromnie. Ktoś może powiedzieć, że płacimy cenę wieloletniego ubezwłasnowolnienia, ale to tylko część prawdy. Rozejrzyjmy się wokół. Finlandia chlubi się na cały świat swoją Nokią i jednym z najwyższych standardów życia, Mała Litwa z którą choć kiedyś łączyły nas braterskie stosunki wyraźnie nas lekceważy a jej obywatele bez wiz wjeżdżają do USA o czym my od lat tylko marzymy. Nasza polityka w stosunku do Ukrainy przyniosła kompletne fiasko. Co ciekawe pomimo, że wydarzenia polityczne na Ukrainie nie są popularne na zachodzie kraj ten w reportażach CNN i BBC pokazywany jest znacznie lepiej, wręcz z sympatią w porównaniu z Polską.

Teraz krztyna wspomnień. Pamiętam kiedy siedziałem jako dziecko na stadionie Dziesięciolecia obserwując słynne wówczas dwu i trójmecze lekkoatletyczne. Nie zapomnę zwycięstw Krzyszkowiaka, Chromika, Sidły, Szmita, Kirszenstein i wielu innych. To były prawdziwe światowe nie „nadmuchane” przez mass media gwiazdy. Nasze zwycięstwa szablistów, szpadzistów, bokserów, wreszcie krótki ale chwalebny okres naszej piłki nożnej, gdzie te czasy.

Ostatnio przeczytałem o swoistym sukcesie z rodzimego podwórka. Żerań niegdyś produkujący samochody, którego nikt nie chciał zostaje zamieniony na jarmark co prawda nie globalny ale jak by nie było Jarmark Europa. Co pewien czas nasze mass media raczą nas informacjami w rodzaju „polscy uczniowie zbudowali prototyp pojazdu księżycowego” lub „polscy naukowcy w Ameryce skonstruowali najlepszy system nawigacji samochodowej”. Zwykle w takich anonsach jest odrobinka prawdy ale podane jest to w taki sposób, że nie zorientowany czytelnik natychmiast puszy się z dumy. To samo dotyczy mylących informacji dotyczących naszych mizernych osiągnięć w sporcie. W końcu trzeba o czymś pisać.

Cóż, tak to dla mnie wygląda, kiedy się pochylam nad naszymi osiągnięciami. Używając tego ostatnio popularnego należącego do nowomowy frazesu zawsze przypomina mi się powiedzonko mojego kolegi, który mówił „kiedy się pochylę widzę wszystko w tyle”, koniec cytatu.

 

 

Boski Internet  25.2.11

 Internet jest czymś do czego jest się łatwo przyzwyczaić a potem trudno bez niego żyć. Słyszy się często, że ktoś jest uzależniony od Internetu. Sam Internet nie działa jak narkotyk, Internet jest tylko skomplikowanym i wszechstronnym narzędziem za pomocą którego przedostajemy się do innego świata. Ten inny świat pozostaje w związku z naszym realnym światem, ale przez to, że daje nam nazwał bym to może nieco entuzjastycznie poczucie niemal boskich możliwości, jest tak atrakcyjny i uzależniający.

 W Internecie tracimy poczucie odległości, w jednej chwili możemy przenosić się z jednego miejsca na drugie, nawiązywać kontakty słowne i wizualne z ludźmi na różnych kontynentach bez czekania na list od nich czy kupowania  biletu lotniczego. Czyż nie mówi się, że tylko Bóg może być wszędzie w tym samym czasie?

Czujemy, że nie istnieje wiedza, która była by dla nas niedostępna. W ułamku sekundy jesteśmy w stanie dać odpowiedź niemal na każde pytanie posługując się coraz lepszymi wyszukiwarkami i elektronicznymi encyklopediami. Czyż nie mówi się, że tylko Bóg wie wszystko? Wydaje mi się, że to są te dwie główne cechy Internetu nadające mu charakter „boskości” i przez to powodujące uzależnienie,  jest ich jednak jak wiemy dużo więcej.

Przed wielu laty obserwując nieudane związki wielu moich znajomych i przyjaciół zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje i doszedłem do wniosku, że jednym z głównych powodów jest ich niewłaściwy dobór. Z kolei ten niewłaściwy dobór wynika z jego ograniczenia. Łączymy się w związki z naszymi partnerami w szkole, na studiach, w pracy czy spośród grona znajomych. Wydawać by się mogło, że to duża grupa ludzi, ale kiedy się zastanowić, że po pierwsze nasi wybrańcy muszą znaleźć się w odpowiedniej grupie wiekowej, być wolnego stanu i w miarę atrakcyjni to ta grupa gwałtownie się zawęża. Moim zdaniem to maksymalnie 20 – 30 osób którymi możemy być zainteresowani, które możemy spotkać na drodze naszego życia, kiedy jesteśmy w trakcie poszukiwania partnera. Jeżeli weźmiemy pod uwagę że odmiany ludzkich potrzeb są bardzo zróżnicowane to nie jest to koszyk bardzo urozmaicony. Natura co prawda dbając o ciągłość biologii stara się łatać te braki dając nam to co niektórzy nazywają „chorobą miłości”, która trwa 3-4 lata to jest do czasu spłodzenia i zapewnienia podstawowych warunków egzystencji następnego pokolenia, ale potem kiedy gorączka opada braki wychodzą na wierzch. „Zakażony” już wówczas Internetem uznałem, że jest to wspaniałe narzędzie znakomitego rozszerzenia pola wyboru życiowego partnera. Warunkiem skuteczność musiał być odpowiednio profesjonalnie i kulturalnie opracowany program.
W ostatnim okresie przypadkowo trafiłem na portal eDarling działający w wielu krajach Europy w tym i w Polsce, opracowany przez Niemców. Jakie było moje zdziwienie i radość, kiedy stwierdziłem, że to niemal dokładnie to o czym przed laty myślałem.

 Moja internetowa dyskutantka, kiedy jej się o tym zwierzyłem zarzuciła mi, że to nienaturalne i niemal odhumanizowane. Nie zgadzam się z tym ponieważ profesjonalnie opracowana ankieta, jej fachowa interpretacja przez socjologów, umożliwienie nawiązania jedynie wstępnego kontaktu  pozostawia szerokie pole dla naturalnych, przez wieki i ewolucję stworzonych mechanizmów doboru.

Nie chcę więcej pisać o szczegółach, kogo to interesuje może łatwo zalogować się w portalu i zobaczyć jak to działa.

Mieszkam od dłuższego czasu poza granicami kraju. Wielokrotnie znajduję się w sytuacji, kiedy chciałbym wysłać do kogoś, lub do jakiegoś urzędu tradycyjny list zwykłą pocztą. Niestety z miejsca gdzie jestem podróż listu do Polski trwa około półtora tygodnia. Od długiego czasu myślałem, że powinien powstać w kraju serwis, który przyjmował by e-maile z dalekich stron, drukował je na wybranym papierze wybraną czcionką i wysyłał do adresata oczywiście po pobraniu stosownej opłaty zwykłą pocztą. Z trudem znalazłem kiedyś w Internecie taki serwis z siedzibą bodajże w Bydgoszczy. Próbowałem z niego skorzystać, niestety nie odpowiadał a teraz już go nie mogę odszukać.

 Pomimo ich nieprawdopodobnej popularności nie jestem zwolennikiem tzw. portali społecznościowych. Już sama nazwa mnie odrzuca nie mówiąc o zawartości. Kiedyś z ciekawości zapisałem się do Facebooka, aby zorientować się o co w nim chodzi.
Prawdę mówiąc nie znalazłem w tym nic ekscytującego. Ktoś kogo słabo znałem chciał koniecznie zostać moim przyjacielem. Kiedyś zgłosił się pewien poważny starszy pan, którego znałem jedynie z płaszczyzny zawodowej i byłem zaskoczony propozycją nawiązania kontaktu tą drogą. Zorientowałem się, że Facebook, któremu podaje się rodzaj swojej poczty elektronicznej i swój e-mailowy adres dostaje się do książki adresów znajdujących się w komputerach  jej użytkowników i kiedy się pokryją traktuje to jako okazję wysłania propozycji bez pytania o zgodę adresatów. Bardzo mnie to zdziwiło i zbulwersowało. Odczułem to jako naruszenie mojej prywatności.
Poza tym informacje wymieniane na takim portalu to zwykle nieistotne bla bla bla nadchodzące z różnych stron. Myślę, że działa tu trochę chęć popisania się przed innymi, zobaczcie ilu i jakich mam znajomych. Mniej chodzi o treść wymienianych informacji. Wreszcie jak w starym powiedzeniu „kiedy nie bardzo wiadomo o co chodzi zwykle chodzi o pieniądze. Tak też jest i tutaj. Sprytny właściciel Facebooka Zukerberg robi wszystko aby mieć jak najwięcej użytkowników, bo wtedy proporcjonalnie do ich liczby rosną jego miliardowe dochody.

Wielką zaletą Internetu i publikacji w nim zawartych jest to, że można na nie natychmiast reagować zamieszczając swoją opinię na tzw. forum. Daje to poczucie uczestniczenia w dyskusji i przez to niezwykłą przewagę nad publikacjami na przykład gazetowymi gdzie przepływ informacji odbywa się tylko w jedną stronę.

 Ja sam często korzystam z takiego uczestniczenia w dyskusji co szczególnie w mojej sytuacji oddalenia od kraju daje mi wielką satysfakcję. Wiele tradycyjnych gazet ma swoje wersje internetowe, ale zaczynają się pojawiać gazety wydawane już tylko w Internecie. Zmierzch tradycyjnych wydawnictw jest tylko kwestią czasu.

Słabą stroną owych internetowych forum jest ich w większości niski poziom, odstręczający od wzięcia udziału w dyskusji. Pojawiają się na nich takie potworki jak „czuły Antek”, które za swój styl przyjmują zniekształcanie gramatyczne i ortograficzne każdego wyrazu i zdania. Podejrzewam, że kryje się za tym prawdziwy półanalfabetyzm a ten styl ma tylko za zadanie ukryć autentyczne błędy w morzu innych. Są fora, których poziom jest zadowalający, na przykład w elektronicznym wydaniu Polityki, ale to raczej rzadkość. Uważam że obowiązek spoczywa na tych, którzy tworzą takie forum. Istnieje wiele sposobów aby utemperować głupków i analfabetów.

 "Miałem sen", że w Internecie powstało coś w stylu dawnego angielskiego elitarnego klubu. Klub ma swoją identyfikującą go intrygującą nazwę. Aby stać się jego członkiem należy mieć dwie osoby wprowadzające będące już członkami klubu. Członkostwo w takim klubie wymaga opłacania symbolicznej rocznej składki. Zarząd klubu decyduje nad jakimi zagadnieniami ma się odbywać dyskusja i dba, aby jej poziom nie wykraczał poza ustalone kulturalne formy. Dyskutanci posługują się swoimi autentycznymi nazwiskami. Jeden klub decyduje się, aby dyskusja była otwarta dla wszystkich uczestników Internetu a inny ogranicza ją jedynie do zamkniętego grona. Każdy klub prezentuje publicznie listę swoich członków, która nigdy nie jest zbyt duża. Już sama przynależność do takiego elitarnego klubu nobilituje i czyni go obiektem pożądania,  i tak dalej i tak dalej. Czy to nie ciekawy sen?

 Brakuje mi w Internecie jeszcze jednej wydawało by się oczywistej sprawy, takiej jak książka adresowa podobna do tej jaką była kiedyś książka telefoniczna. Wiem, że są książki z adresami biznesowymi ale brakuje książki z osobami prywatnymi. Każdy kto chciał by umieścić swój adres pocztowy, e-mailowy i numer telefonu mógł by uczynić to własnoręcznie i bezpłatnie. Książka była by elektronicznie podzielona na miasta, dzielnice itp. Koszta takiej działalności mogły by być pokrywane z załączanych reklam. To kupa pieniędzy do wzięcia dla kogoś kto to zorganizuje, może on stać się polskim Zukerbergiem (tym miliarderem of Facebooka). Że nie będzie chętnych do wpisywania się, że każdy chce być incognito – to nieprawda. Ja deklaruję, że wpiszę się pierwszy.


 

Zły los? 11.4.10

Tak jak wszyscy rodacy czuję się zaszokowany i przygnębiony ostatnim tragicznym wydarzeniem jakie spotkało mój naród. Tak jak chyba wielu ludzi teraz zadaję sobie pytanie, czy przypadkiem nie jesteśmy rzeczywiście narodem wybranym, ale wybranym nie tak jak głosili to nasi wieszcze, ale przez niepowodzenie, nieszczęście tragedię losu i ludzi.

Wystarczy wspomnieć te wieloletnie utraty niepodległości, nie do końca wygrane, albo przegrane wojny. Zostaliśmy narodem, który pod wieloma względami wśród narodów europejskich najbardziej ucierpiał w czasie drugiej wojny światowej. Dlaczego dotyczyło to wszystko właśnie nas?

Pamiętamy niedawne obchody wybuchu drugiej wojny światowej obchodzone na Westerplatte a więc tu gdzie ta wojna się zaczęła i odcisnęła największe piętno. Teraz obchody rocznicy mordu w Katyniu rozbite z powodów politycznych, rzekłbym małostkowych na dwa etapy, które skończyły się taką tragedią.

Pomijając odległą historię, bo to raczej sfera dla historyków, którzy się na tym znają, jeśli zastanowimy się, czy mogliśmy uniknąć tragedii drugiej wojny światowej, moim zdaniem nie. Nawet gdybyśmy się poddali i przyjęli wszystkie żądania Niemców to i tak oni starali by się nas wykończyć, może zmniejszyło by to jedynie straty.

Czy rzeczywiście przydarzyły się nam ostatnio same tragedie i niepowodzenia? Wiemy dobrze że los nie był aż taki zły. Przed laty wybrano na Papieża Polaka, upadł znienawidzony system komunistyczny i wydostaliśmy się spod ścisłego nadzoru naszego wielkiego wschodniego sąsiada a on sam stracił wiele ze swojego wigoru. Dostaliśmy się do Unii Europejskiej i przyjęto nas do NATO ze wszystkimi pozytywami tych wydarzeń. Sytuacja ekonomiczna w Polsce, choć nie możemy porównywać się z rozwiniętymi krajami Europy nie wygląda źle.

Jednym z dotychczas nierozwiązanych problemów były złe stosunki z sąsiadami. Ku ogólnemu zaskoczeniu na tle tych smutnych rocznic i wydarzeń ostatnio rysują się perspektywy poprawy stosunków z Rosją. Gdyby to się udało była by to dla Polski niezwykle ważna sprawa. Z dużym zdziwieniem, wręcz zaskoczeniem czytałem wypowiedzi na forum Onetu niezwykle pozytywnie oceniające postawę przywódców rosyjskich wobec ostatniej tragedii. Wygląda na to, że Rosja wyciąga do nas rękę, nie powinniśmy tego zaniedbać.

Wiele słyszeliśmy o tzw. tarczy antyrakietowej, której usilnie domagamy się od Amerykanów i która w co święcie wierzymy ochroni nas w przyszłości od imperialnych zapędów Rosji. Moim zdaniem to całkowicie błędne mniemanie. Rosja ma tak potężny arsenał militarny, nie tylko nuklearny, że parę rakietek na terytorium Polski to packa na muchy wobec niedźwiedzia. Jeżeli porównujemy je do tarczy to powiedzmy coś o mieczu. Tarcza jest niepotrzebna jeśli obok mieszka przyjaciel, który nie wejdzie do naszego domu z mieczem. Rosja wcale nie musi być naszym odwiecznym wrogiem. Uściśnijmy wyciągniętą rękę i uczcijmy to flaszką Stolicznej.
 

 

Po śmierci Jana Pawła II  przez cały okres związanych z tym wydarzeniem transmisji telewizyjnych, trwających kilka dni paliła się w moim domu świeczka.

Teraz chcę ją zapalić ku pamięci tych wszystkich wybitnych Polaków na czele z Prezydentem, którzy nas w tak tragicznych okolicznościach opuścili.

 

 

 

W Dziesiątą Rocznicę Pluskwy Millenijnej 12.12.09

 W ostatnim internetowym wydaniu Rzeczpospolitej przeczytałem blog pod tym tytułem, który przypomniał mi o tamtej histerii i pobudził do ogólniejszych refleksji nad naturą ludzką a właściwie jej ułomnościami.

Pamiętam tamten okres i napuszone, katastroficzne artykuły co może się wydarzyć kiedy nadejdzie nowe tysiąclecie. Choć ktoś może zarzucić, że łatwo jest być mędrcem po fakcie, to muszę szczerze z ręką na sercu przysiąc, że nie mogłem w tamtych czasach jakoś sobie wyobrazić i wytłumaczyć możliwości kataklizmu z powodu zapomnienia, że po 1999 roku następuje rok 2000. Wydaje się jednak że wielu ludzi na świecie w to uwierzyło lub dało się nabrać kaczkom dziennikarskim. Chyba właśnie owe kaczki rządne sensacji za wszelką cenę należy winić za skuteczną próbę ogłupienia światowej społeczności. Wydaje się, że zbyt łatwo wierzymy w to co napisane w gazecie i wygłoszone w radio lub telewizji a zbyt rzadko zatrudniamy tą część naszej osobowości zwanej zdrowym rozsądkiem. Inna sprawa, że dobry Bóg nie obdarzył nas po równo tym dobrodziejstwem.

Pluskwa milenijna nie jest wcale jedynym takim przypadkiem. Już w komentarzach do artykułu w Rzeczpospolitej wymieniane są podobne wydarzenia jak szalejąca po świecie jakiś czas temu ptasia grypa, a teraz co chwila atakująca inny kraj swojsko nazwana świńska grypa, która stała się jeszcze groźniejsza kiedy zmieniono jej nazwę na tajemniczo brzmiącą H1N1. To już niemal brzmi jak HIV i wywołuje podobny dreszcz strachu.

Ostatnie dni żyjemy przytłoczeni nadmiarem katastroficznych wiadomości o dramatycznym ocieplaniu się klimatu, który podniesie wody mórz i oceanów a wszystko to za sprawą ludzkiej  produkcji tzw. gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla. Tu i ówdzie podnoszą się głosy sceptyczne co do słuszności całej tej teorii ale giną one w oceanie „słusznie” przejętych bojowników o czystość natury.
Jeżeli nawet to prawda, że w ostatnich latach światowe temperatury rosną to to nic nowego pod słońcem. Właśnie pod słońcem, bowiem niekwestionowanym czynnikiem wpływającym na to co dzieje się na ziemi jest to jedyne źródło docierającej do nas energii. Wiemy, że w przeszłości ziemia pokrywała się lasami tropikalnymi właśnie z powodu gorącego klimatu, wiemy że nie tak dawno temu istniały okresy zlodowaceń, kiedy temperatura spadała. Kto był w Efezie czy Troi być może przypomina sobie jak daleko z nich do morza a przecież jeszcze 2-3 tysiące lat temu były to portowe miasta. Tak niewiele historycznego czasu upłynęło, aby tak dużo się zmieniło. Co z tego wynika, otóż to, że nasz klimat stale się zmienia i zmieniał się przez wieki, millenia, miliony lat bez naszego udziału.

Niewielu już ludzi, bo to stara historia, pamięta słynny Raport Rzymski mówiący że za 10 – 20 lat  wyczerpią się zapasy energetyczne świata takie jak ropa naftowa, gaz, węgiel. I co, nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, jak dotąd rosną ich nowo wykryte złoża. Oczywiście nie będzie to trwało wiecznie, ale ten katastroficzny i niegdyś niezwykle poważany raport można włożyć pomiędzy anegdoty.

W 2002 roku w okresie zachłyśnięcia się możliwością robienia pieniędzy w Internecie bardzo wielu uwierzyło że dopisania do nazwy firmy na przykład produkującej mydło .com przyniesie jej krociowe zyski. Co dziwne przez jakiś czas to funkcjonowało, ludzie dali się omamić cudowności tego nowego żywiołu, ale potem na przełomie 2002-2003 cudowny biznes inwestowania w firmy internetowe pękł  jak bańka mydlana i wielu inwestorów poniosło bolesne straty.

W tym roku został w USA zdemaskowany największy oszust wszechczasów nijaki Madoff. Dokonał on szwindlu na astronomiczną sumę 80 miliardów dolarów. Wystarczyło, że miał on budzącą zaufanie powierzchowność, był przez jakiś czas szefem jednej z największych giełd światowych Nasdaq, będąc Amerykaninem pochodzenia żydowskiego zdobył sobie zaufanie pochodzącej z tych samych kręgów amerykańskiej śmietanki finansowej. Kiedy go wreszcie przyłapano na oszustwach i wszystko wyszło na jaw aż trudno było uwierzyć naiwności powierzających mu pieniądze inwestorów.

Pomimo całej naszej inteligencji i wiedzy często bywamy naiwni i nadal łatwo wierzymy w różne cuda, przesądy i moce nadprzyrodzone jak chociażby kabałę, telepatię, medycynę homeopatyczną, astrologię, horoskopy, feralne liczby, czarne koty, czarne diabełki, które na nas czekają, różdżki wykrywające źródła wody, przepowiednie królowej Saby, uzdrowicielską moc znachorów, wróżby Cyganek itp.
Cóż , jak widać to także część naszej natury.

 

Zimna wojna rosyjsko-polska 31.10.09

Czytam w dzisiejszej prasie to co już wcześniej zwróciło moją uwagę, ale z jakichś trudnych do zrozumienia powodów nie spowodowało szerszych komentarzy.

Rosja i Białoruś przeprowadziły blisko granicy z Polską największe od czasu upadku ZSRR manewry wojskowe 30000 żołnierzy, obserwowane na miejscu przez prezydentów obu tych krajów Miedwiediewa i Łukaszenkę. Jak donosi "Wprost" przećwiczono desant na plaże o podobnym ukształtowaniu do polskich, użyto samolotów i rakiet mogących przenosić ładunki nuklearne a na dodatek przeprowadzono symulację stłumienia powstania zorganizowanego przez polską mniejszość na Białorusi. Wszystko to z powodu wyimaginowanego ataku polskiego na podmorski gazociąg budowany przez Rosjan wspólnie z Niemcami.

Czy trzeba więcej aby wzbudzić niepokój? Pretekstem do takich wielkich manewrów miało być rzekome zagrożenie przez Polskę gazociągu północnego i wewnętrznej sytuacji na Białorusi. Każdy zdaje sobie sprawę że taki argument to oczywisty nonsens. Rosja ma 13000 ładunków nuklearnych, które mogą być w każdej chwili przeniesione na dowolny skrawek globu przez rakiety i samoloty, ma potężną flotę atomowych okrętów podwodnych, zwiadowcze systemy satelitarne, nowoczesne myśliwce nie ustępujące amerykańskim, potężną armię pancerną i tak dalej. Polska ma nędznie wyposażoną armię, parę psujących się amerykańskich F16, brak floty itd. Właściwie nie ma o czym mówić.

Rosjanie dobrze o tym wiedzą i wiedzą, że Polska nie stanowi dla nich żadnego zagrożenia militarnego. A więc o co chodzi?

Jak pamiętamy Polska w ostatnich latach prowadziła politykę zagraniczną która stała w  sprzeczności z interesami Rosji. Brak zgody na budowę drugiej nitki gazociągu przez Polskę obok już  istniejącego, popieranie Juszczenki i jego ruchu politycznego, za co niczego w zamian nie uzyskaliśmy od Ukrainy. Popieranie prezydenta Gruzji i jego kontrowersyjnej polityki, która pomimo osobistego udziału naszego dzielnego prezydenta skończyła się dla Gruzji katastrofą i utratą części terytorium. Nieefektywna polityka wobec Białorusi za co płaci mieszkająca tam Polska mniejszość i tak dalej, i tak dalej.

Czy to znaczy, że powinniśmy poddać się każdemu życzeniu i żądaniu Rosji? Oczywiście nie, ale nasza możliwość manewru jest bardzo niewielka.

Nasz dzielny rząd na czele z prezydentem i ministrem spraw zagranicznych powinni zdawać sobie sprawę z tych realiów. Bardzo byśmy wszyscy chcieli być mocarstwem, choćby na średnią skalę, ale nim nie jesteśmy i wbrew temu co pisze w swojej nowej książce „Następne 100 lat „ Georg Friedman chyba nawet w takim okresie nie będziemy. Prawda jest taka, że będąc słabi nie mamy istotnego wpływu na kształtowanie się polityki nawet w naszym bliskim otoczeniu. A w takiej sytuacji za  nierozważne kroki i pobrzękiwanie szabelką trzeba niestety słono płacić.

 Rosja omija swoim gazociągiem Polskę i w przyszłości będzie mogła zamknąć kurek do Polski nie uszczuplając dostaw do zachodniej Europy, głównie do Niemiec. Rosja na pewien, dłuższy czas zamknęła praktycznie dostęp dla naszych statków do Zalewu Wiślanego a teraz udostępniła go łaskawie, ale nie dla wszystkich statków, które mogły by zawinąć do Elbląga. Dlaczego zamiast martwić się Gruzją nie wybudujemy kanału uniezależniającego nas od Rosji, co było by pewnego rodzaju odpowiedzią na rosyjski gazociąg omijający Polskę.

Czy te wielkie manewry blisko polskich granic świadczą o tym, że Rosja chce dokonać inwazji na Polskę i na przykład stworzyć sobie dostęp do obwodu Kaliningradzkiego. Wielce wątpliwe. Jak by nie było jesteśmy na szczęście członkiem Unii Europejskiej i NATO a więc był by to krok otwartej agresji przeciwko tym instytucjom. Chodzi tu raczej o zastraszenie Polski. A jaka powinna być nasza odpowiedź? Jak mówiła mi pewna znana mi osoba powinniśmy siedzieć cicho i robić swoje. A co to oznacza pozostawiam do dowolnej interpretacji.

 

Czy w dobie globalnego zniewolenia umysłów stać nas na coś takiego jak zdrowy rozsądek. Co wspólnego ma Windows 7 z wojną w Afganistanie? 25.10.09

Tak jak wielu innych niezbyt zadowolonych użytkowników Windows Vista czekałem z niecierpliwością i nadzieją na nową wersję tego programu licząc że skoro Microsoft sam przyznał, że ta wersja była nieudana i zarobił na tym miliardy dolarów, umożliwi łatwą i nie kosztową zamianę na wersję nowszą i lepszą.

Docierały wiadomości, że dla pewnej grupy klientów, którzy zakupili komputery z Vistą w ostatnim okresie będzie możliwość darmowego upgradu jak to się z angielska mówi a i wcześniejsi nabywcy tego programu będą mogli łatwo zamienić go na nowszy lepszy Windows 7. Teraz ku mojemu zawiedzeniu dowiaduję się, że ci którym obiecywano darmową wymianę muszą jednak płacić firmom u których kupili nowy komputer a całą resztę czeka skomplikowany i kosztowny proces zmiany Visty na Windows 7, o ile zdecydują się na ten krok. Najprostszym, ale najkosztowniejszym rozwiązaniem było by kupienie nowego komputera z zainstalowanym oryginalnie najnowszym programem Windows.

Tu przypomina mi się anegdota o synku, który pyta tatusia.  Tatusiu co to takiego ten Windows. Na co tatuś odpowiada, widzisz synku to jest taki program, który po polsku nazywa się okna. Jak ten program przychodzi w nowej wersji  to ja natychmiast otwieram okno i wyrzucam przez nie stary komputer. Stąd bierze się ta nazwa.

 Teraz zaczynam dobrze rozumieć głosy i instytucje domagające się demonopolizacji rynku przez jedną firmę. Jesteśmy złapani w kleszcze. Musimy kupić system operacyjny  Microsoftu bo jeśli spróbujemy używać na przykład Linuksa to okaże się, że wielu programów nie da się uruchomić bez kłopotu. Musimy kupować co parę lat kolejne nowsze wersje Windows, bo jeśli tego nie zrobimy to nie uda nam się bez kłopotu uruchomić starszych programów nawet tej samej firmy Microsoft, na przykład udanego programu encyklopedycznego z atlasem, jakim była Encarta. A zatem jesteśmy wpędzeni w korytarz tak jak bydło w zagrodzie, któremu pozostaje tylko pędzenie do przodu. Do gnania do przodu zmusza nas nie tylko masowy ruch całego otaczającego nas środowiska, ale także poganiacze z tyłu, którzy w postaci służb kontrolnych coraz bardziej rosną w siłę i stają się bardziej aktywni nie pozostawiając cienia nadziei na uskok w bok. Nie sposób ich rosnącej sile się dziwić, mają za sobą poparcie miliardowej fortuny, która chce rosnąć nadal. Nota bene Bill Gates właściciel Microsoftu po paru latach, kiedy to utracił pozycję najbogatszego człowieka świata na rzecz największego gracza giełdowego z USA a potem nowobogacza z Meksyku znowu wrócił na swoją pozycję.

 Mam jeszcze być może przewrotną refleksję dotyczącą Windows. Otóż używałem niemal wszystkich jego wersji poczynając od 3.1 i muszę powiedzieć, że najszybsza i chyba najsympatyczniejsza była ta pierwsza, choć oczywiście programy były wtedy prostsze. Udana była wersja 98 a na potem o czym wszyscy wiedzą XP. Osobiście dla mnie, szeregowego użytkownika, Vista poza możliwością zobaczenia na ekranie kolejnych otwartych stron uszeregowanych jak domino i zawieszania się co pewien czas nie wniosła wiele. Teraz słyszę że Windows 7 to właściwie Vista tylko pozbawiona kilku dodatkowych podprogramów i wygładzona, co ma uczynić ją łatwiejszą w obyciu. Aha, podobno jeszcze w niektórych wersjach można nią kierować z ekranu dotykowego, taki szacher macher palcami obu rąk na ekranie jak w filmie Raport Mniejszości. Bill Gates upatruje w tym przyszłości komunikowania się z komputerem, ale na miłość Boską, kto to będzie robił na ekranie swojego tradycyjnego desk czy lap topa.

A więc czy ten szum medialny nie jest niczym innym jak próbą wciśnięcia nam kolejnego kontrowersyjnego produktu i zarobienia na tym kolejnych miliardów dolarów?

 Teraz, co to ma wspólnego z wojną w Afganistanie? Otóż odnoszę wrażenie, że podobnie jak, mówiąc potoczną polszczyzną, namotano nam w głowach z cudownością kolejnych wersji Windows, podobnie czyni się to z zagrożeniem muzułmańskim terroryzmem. Czy stanowi on rzeczywiście zagrożenie dla rozwiniętego świata, szczególnie Ameryki? Czy wybór nawiedzonych i amoralnych liderów w tych rozwiniętych państwach, którzy wywołali niezwykle kosztowne wojny w Iraku i Afganistanie a potem „położyli” system finansowy tych krajów nie przyniósł im więcej szkody? Atak samolotami cywilnymi na Trade Center  i Pentagon był najbardziej spektakularnym wydarzeniem w którym zginęło 3 tysiące Amerykanów. Jak wiemy jednak jest on otoczony mgiełką wielce podejrzanych niejasności. Atak na metro w Londynie i pociąg w Madrycie to inne wydarzenia z tej samej grupy choć na mniejszą skalę. Jak się ma to jednak do napaści na podstawie rzekomo fałszywych danych wywiadu, lub raczej sfabrykowanej nieprawdy, na odległy o tysiące kilometrów kraj, który w żaden sposób nie mógł w istotnie zagrozić napadającemu go mocarstwu. Jak się ma do tego zniszczenie struktury tego kraju, zabicie setek tysięcy ludzi, zmuszenie do ucieczki do innych krajów paru milionów obywateli. Podobnie rzecz się ma w Afganistanie. W jaki sposób ci biedni Afgańczycy mogą zagrozić rozwiniętej cywilizacji świata. Cóż, fantazjując  żartobliwie można by ich posądzić, że nie mają nic innego do roboty jak budować kolejny samolot tym razem z dykty, którym polecą zburzyć statuę wolności. Wśród tułających się po świecie wygnańców z własnych krajów dominują właśnie Afgańczycy i Irakijczycy.

 Kiedyś kiedy nie było elektronicznych mass mediów prania mózgów społeczeństwa dokonywano za pomocą krążących wędrowców niosących prawdziwe lub sfabrykowane wieści. Potem była to na skalę państwa struktura administracyjna sprawnie przekazująca informacje a na skalę większą na przykład struktura religijna, której kościoły czy meczety głosiły przekazy łatwo i szybko przekraczające granice państw.  A teraz? Zdajemy sobie sprawę jaka potęga tkwi w tzw. mass mediach i jak łatwo wpływają one na powszechne poglądy.

 Czy wiedząc o tym częściej nie powinniśmy zdawać się na to co nazywamy zdrowym rozsądkiem? Do tego jednak potrzebny jest sprawny umysł i niezbędna wiedza.

 

Prawdziwa afera stoczniowa 11.10.09.

Nasze głodne sensacji mass media mają nowe ścierwo, tzw. aferę stoczniową.
Patrząc z punktu widzenia premiera jest nią fakt, że szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego wykrył jakieś poważne nieprawidłowości przy sprzedaży stoczni szczecińskiej i gdańskiej popełnione przez wysoko postawionych członków jego rządu i go o tym nie powiadomił.

Według prezydenta istotę afery stanowią właśnie owe nieprawidłowości członków rządu świadczące o marności rządu i premiera.

Cała reszta społeczeństwa nie ma wątpliwości że wspomniana „afera” to tylko świetna okazja do stoczenia kolejnej rundy bezwzględnej walki do tych dwóch nienawidzących się ugrupowań.

 Dla mnie prawdziwą aferą stoczniową jest co innego. Otóż w szarych, zamierzchłych czasach zaplutej komuny po szerokich morzach i oceanach niosąc chlubę polskiej flagi i kraju który reprezentowała pływały liczne statki Polskiej Żeglugi Morskiej i Polskich Linii Oceanicznych produkowane w właśnie w tych polskich stoczniach w Gdańsku i Szczecinie.

Prawdziwą aferą jest to, że w kraju należącym do Unii Europejskiej a więc dogodnym z punktu widzenia ekonomii miejscu na świecie, w kraju o stosunkowo niskich kosztach pracy, w kraju o długiej tradycji i nadal istniejącej choć zaniedbanej strukturze stoczniowej nie usiłuje się odtworzyć gospodarki morskiej w tym budowy statków. Gospodarka światowa pomimo okresowych zachwiań stale rośnie i stale rośnie zapotrzebowanie na statki, ale z różnych powodów nie my je budujemy.

Czym my się zajmujemy, otóż zajmujemy się tym, aby kolejne będące niegdyś chlubą naszej gospodarki zasoby jak najszybciej sprzedać. Nawet i ta sprzedaż odbywa się nieporadnie. Naszym największym kontrahentem okazała się jakaś podejrzana i nikomu nie znana firma z nad zatoki Perskiej, a sama niedoszła transakcja przyniosła jedynie fiasko i zamieszanie o którym każdy może przeczytać w zachłystujących się tym mass mediach.

 Patrząc na to nieuchronnie nasuwa się skojarzenie z trudnym i dość krótkim okresem Polski przedwojennej. W tym czasie dokonano tak wiele, Centralny Okręg Przemysłowy, Gdynia i wiele innych zrealizowanych projektów. Nie wypada mi oczywiście mówić o zrealizowanych projektach Polski Gierkowskiej.

Uderza brak dalekowzrocznej polityki ekonomicznej nie tylko tego rządu, uderza brak koncepcji.

 Siedzę w Afryce od wielu lat, przyglądam się Afrykanom i znam ich od podszewki. Mamy tyle wspólnego. Oni siedzą przy polnej drodze pod baobabem naprzeciwko wielkiej dziury wypełnionej błotem i z zainteresowaniem i rozbawieniem obserwują wpadające w nią samochody. Nikomu nie przyjdzie do głowy aby tą dziurę zasypać. Postępują w zasadzie logicznie bo stracili by jedyną atrakcję. Analogia w Polsce to w lapidarnym ujęciu z „Tanga” Mrożka „a może byśmy coś zasiali” i bohaterowie siedzą dalej.

 

W hołdzie Obamie 10.10.09

 Wszyscy wypowiadają się o przyznaniu nagrody Nobla Obamie, ja również czuję potrzebę dodania swoich trzech groszy. Większość tych wypowiedzi jest raczej krytyczna, lub wyrażająca wątpliwości.
Uważam że postąpiono słusznie. To prawda, że nie należy tego traktować jako dowód uznania za całokształt dokonań, jednak Obama uczynił coś do tej pory niebywałego.

On, pomimo tego, że jest pierwszym czarnoskórym prezydentem Ameryki, a zatem zdając sobie sprawę, że każde jego posunięcie będzie rozpatrywane w tym kontekście, nie bał się zerwać z wieloletnią złą tradycją tego kraju. Postanowił zakończyć wojnę w Iraku i wycofać stamtąd wojska, zamknąć niechlubną bazę w Guantanamo, zakończyć torturowanie więźniów, rozpocząć na nowo zarzucone negocjacje na Bliskim Wschodzie, rozpoczął rokowania z Rosjanami mające na celu zmniejszenie możliwości wybuchu światowej wojny nuklearnej. Nie zawahał się zadeklarować gotowości rozmów z dotychczasowymi oponentami polityki amerykańskiej takimi jak Kuba, Wenezuela, Iran. Można by przytoczyć tu jeszcze wiele przykładów i szczegółów.

Trzeba dodać, choć nie dotyczy to polityki międzynarodowej, Obama nie bał się rozpocząć przygotowań do wprowadzenia powszechnego ubezpieczenia dla Amerykanów, co jest bardzo nie w smak bogatym towarzystwom ubezpieczeniowym, bo w efekcie obniży to ich dochody. Nawet jego podróż do Danii, aby poprzeć kandydaturę Chicago na miejsce przyszłej olimpiady, choć zakończona niepowodzeniem, świadczy o tym że to człowiek odważny, który dla interesów swojego kraju nie waha się postawić w trudnej sytuacji swojej pozycji. Który prezydent Ameryki w tak krótkim czasie dokonał tak wielu pozytywnych kroków?

 Obama nie cieszy się powszechną popularnością w Polsce, bo odwołał jak by nie mówić kontrowersyjną tarczę, która gwoli naszej naiwności miała nas bronić przed potężnym arsenałem rosyjskim. Obama jest jak to się mówi czarnym prezydentem Ameryki, a my, choć kiedyś Mrożek powiedział, że też jesteśmy murzynami, tylko z białą skórą, nosimy się wyżej i rzucamy na stadionie czarnym piłkarzom banany, aby im uprzytomnić im kim są naprawdę.

 

Tym razem lepiej być bez tarczy niż na tarczy. 27.9.09

 Zaledwie umilkły odgłosy zimnej wojny z Rosją jaką toczyli politycy i mass media wokół 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej a już mamy następne depresyjne wydarzenie polityczne, odwołanie tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach.

Polska i Polacy są zmęczeni ciągiem negatywnych wydarzeń politycznych. Chcieli byśmy żyć w kraju ustabilizowanym ekonomicznie ze sprawnie działającym rządem, popularnymi politykami, czuć się bezpiecznie i cieszyć się sympatią wśród innych nacji. Wyraźnie stoi temu na przeszkodzie trwająca od niepamiętnych czasów „wojna na górze”, zdecydowanie złe stosunki ze wschodnim sąsiadem, nie najlepsze z zachodnim i nieustanna cwana i podła propaganda anty-polska prowadzona na świecie przez określone powiedzmy to "koła".

Postawiliśmy w tym Derby na niewłaściwego konia, bo kiedy zmienił się jeździec nasz amerykański mustang pogalopował w przeciwnym do spodziewanego kierunku. Trzeba było postawić na mocnego i stabilnego europejskiego perszerona.

To najwyższy czas aby zrewidować nasze zapatrzenie w kraj nadziei jakim była kiedyś Ameryka obdarzająca nas coca colą, hollywoodzkimi filmami i jeansami. To już nie jest ta sama Ameryka. Ameryką rządzą ludzie (nie myślę o obecnym prezydencie) , którym na sercu nie leży jej dobro , a wiadomego kraju śródziemnomorskiego. Zaplątanie się Ameryki w bezsensowne i niezwykle kosztowne finansowo i prestiżowo wojny w Iraku i Afganistanie też mają to samo podłoże. Narastają w niej napięcia społeczne, powstały uprzywilejowane grupy, które trzymają wszystko w ręku począwszy od banków, mass mediów a skończywszy na armii, amerykańskiej służbie bezpieczeństwa narodowego, włączając w to tą na lotniskach, która nas tradycyjnie gnębi. To samo jest w ciałach ustawodawczych takich jak senat czy kongres. Z drugiej strony odmawia się ubezpieczenia zdrowotnego dla 40% społeczeństwa, tego nadal najbogatszego kraju świata. Ameryka przypomina mi potężnego robota z filmu Spielberga "Transformers" tyle że w tej potężnej i budzącej strach maszynie siedzi mały chytry stworek, który nią kieruje. Kto wie jak to się skończy w dalszej przyszłości, czyżby jakąś formą społecznej rewolucji?

 Co do Rosji to odpowiedzmy sobie, kto nią rządzi – nadal Putin. Kim jest Putin? Byłym pracownikiem KGB, które niezwykle skutecznie indoktrynowało swoich agentów. Drugim źródłem niechęci do Polski i Polaków był kraj, w którym Putin długo przebywał, pracował, nawiązywał znajomości i znając świetnie język nasiąkał kulturą. To Niemcy, które  wiadomo jak nas kochają. Czego można spodziewać się po takiej mieszance wpływów? Wydaje się, że dopóki Putin będzie przy władzy nie ma szansy na prawdziwą poprawę stosunków, a czy nastąpi ona za jego następcy, też wcale nie jest pewne.

Nie mam żalu do Obamy że podjął taką decyzję w sprawie słynnej tarczy. To rozsądne z punktu interesów Ameryki. Do pasji doprowadzają mnie doniesienia naszych mass mediów starające się sugerować, że należy mieć nadzieję na nową tarczę za parę lat. Czy nie potrafimy zachować się jak chociażby Czesi i nie stać wiecznie z głodem w oczach i wystawioną ręką.

Czekamy na ostateczne zamknięcie bazy Guantanamo, uregulowanie konfliktu w Palestynie, wyjście z Iraku a potem z Afganistanu, uspokojenie szczucia przeciw Iranowi. Czy to jednak nie za dużo jak na nowego prezydenta, na dodatek „kolorowego” któremu ten fakt coraz bardziej się wytyka. A to że wszystkie te sprawy leżą daleko od Polski – cóż, „byle polska wieś spokojna” i tak dalej.

 

Najwyższy bieg 9.8.09

Taki jest tytuł bardzo popularnego w Wielkiej Brytanii programu motoryzacyjnego BBC prowadzonego przez Jeremy Clarkstona. Dzięki niemu stał się on jedną z najbardziej popularnych postaci tej słynnej rozgłośni do tego stopnia że krążyły swojego czasu opinie, że powinien się on ubiegać o stanowisko premiera.

Śledzę jego poczynania na ekranie telewizyjnym od dłuższego czasu z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze jego jowialne w stylu prezentacje na tle nieco zdezorientowanej publiki, która śmieje się na komendę mają głównie na celu ośmieszenie lub wykpienie pojazdów z innych krajów. Na angielskie z zasadniczych powodów nie poświęca on wiele czasu, gdyż po prostu już ich nie ma. Austin, Morris, Humber już nie istnieją a inne takie jak sztandarowy Land Rover, Jaguar, Bentley, Rolls Royce zostały sprzedane innym zagranicznym firmom. Nawet najbardziej popularny na angielskich drogach Vauxhall to nic innego jak produkowany w Niemczech Opel będący własnością amerykańskiego GM. A więc o czym tu mówić?

Trzeba zatem szukać przyciągających uwagę przeciętnego telewidza sposobów i uciekać się do prowokacji. Do takich należał pomysł wykorzystania niemieckiej inwazji na Polskę dla pseudo reklamy Volkswagena Sirocco, na parę tygodni przed 70 rocznicą tego tragicznego wydarzenia. O czym to świadczy? Ten coraz bardziej otyły mówiący z zadyszką podstarzały playboy za wszelką cenę stara się utrzymać popularność. Wykazuje przy tym kompletny brak szacunku dla blisko 40 milionowego narodu, który stracił w wyniku tej inwazji ponad 5 milionów mieszkańców. To nie jest przedmiot do żartów. Co by było gdyby Polacy zaczęli robić sobie żarty i dowcipy z bombardowania katedry Coventry w stylu komedii” Father Ted” z BBC Entertainment. Wyobraźmy sobie reakcję Anglików na taki filmik. Z Peeneminde startują na Londyn rakiety V2 w locie cyfra 2 zmienia się w W a rakieta przemienia się w reklamowany przez Clarkstona VW Sirocco. Londyńczycy najpierw w przerażeniu uciekają kryjąc się w ruinach zniszczonych kamienic ale potem widząc co leci klaszczą w ręce i tańczą dookoła lśniącego Volkswagena który spadł im z nieba.

 

Dlaczego przegrywamy wszystko co jest do przegrania? 10.5.09

Solidarność była i jest naszą dumą i zbliża się rocznica zmian politycznych do których doprowadziła. Prasę obiega absurdalna wiadomość że skłócony z prezydentem premier zaprasza go na obchody do Krakowa tak jak gdyby prezydent nie mógł o tym zadecydować sam. Jakiś czas temu skończyła się awantura, kto poleci samolotem i kto za niego zapłaci, teraz kolejna parodia.

Nasza chluba Lech Wałęsa zainkasował od kontrowersyjnej anty-europejskiej organizacji podobno sto tysięcy euro za wystąpienie na jej zjeździe i zobowiązał się do cyklu dalszych wystąpień. Jeżeli taka osoba wyprzedaje swoją światową popularność za takie pieniądze, to czy nie traci przy okazji wiarygodności broniąc, jak uważa, swojego nieskazitelnego imienia? Coraz trudniej będzie mu o tym przekonać ludzi.

Są jednak sprawy ważniejsze. Od lat a właściwie od ery Putina mamy fatalne stosunki z Rosją. Mamy powody aby nie kochać Rosji, jej wrogiej Polsce polityki i nieprzyjaznych polityków, ale nie możemy zamknąć oczy na realia. Po pierwsze to nasz najbliższy sąsiad, po drugie to nadal super-potęga militarna, po trzecie to rosnąca potęga surowców energetycznych. W sytuacji kiedy napływają nieoficjalne informacje, że może jest szansa poprawy stosunków, może Putin przyjedzie na rocznicę wybuchu wojny i będzie szansa rozmowy, jacyś idioci palą wieńce na cmentarzu żołnierzy radzieckich. Biorąc pod uwagę jak wielką rolę przywiązuje Rosja do tradycji i przewidując jej reakcję, może to chytrze zaplanowana prowokacja sił trzecich. Jeżeli jednak do tego dodać wypowiedź szefa policji że nie potwierdzono że kilkanaście wieńców zostało podpalonych, to sytuacja jest jak z Mrożka. Prawdopodobnie  były zrobione z krzewu Mojżesza i same się zapaliły.

Mamy już sekretarza NATO i wkrótce będziemy mieli przewodniczącego Rady Europejskiej. Niestety pomimo podgrzewania nastrojów przez mass media tym pierwszym nie jest nasz dzielny minister spraw zagranicznych Sikorski, a i tym drugim, założę się nie zostanie inny Polak.

Skończyła się na szczęście „przyjazna” wymiana poglądów z Niemcami na temat pani Eriki Steinbach i wyciszyła na temat rurociągu północnego. Niemcy dali wreszcie spokój naszym „kartoflom”. Co wymyślą następnego?

Z naszym kolejnym sąsiadem Litwą, choć jest on dużo mniejszy pod każdym względem od pozostałych i od nas, pomimo historycznych więzi atmosfera jest jak najgorsza. Ostatnie spotkanie przedstawicieli obu krajów nie potrafiło nawet uzgodnić wspólnej deklaracji końcowej, nie mówiąc już o dogadaniu się na temat bolesnych problemów polskiej mniejszości na Litwie. To ciężki kwiatek do służbowego kożucha pana Sikorskiego.

Po kolejnych przeprosinach na temat „polskich obozów śmierci” tym razem z CNN, po paru dniach pojawiło się to określenie ponownie w tej samej stacji.

Ludzie! To nie są żadne pomyłki, to celowa akcja robiona przez określoną grupę ludzi, mająca „dać popalić Polakom” psuć im krew i opinię o nich. Nikt jednak o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że to Polacy są odpowiedzialni za holocaust. W tym przypadku reguła Ribentroppa nie zadziała. To że to Niemcy zabijali i palili Żydów nie jest tak łatwo wyeliminować z pamięci ludzkości. Czekamy niecierpliwie na kolejne pomyłki! Będą one występować do czasu,  dopóki wreszcie nie zażądamy od odwiedzających Auschwitz, aby to oni zmusili owe stacje do zaprzestania publikowania bzdur a określonego charakteru polityków do ich powtarzania. Należy postawić im warunek. Odwiedziny tak, ale coś za coś. Wykorzystajcie we właściwy sposób to co tu zobaczyliście.

Na temat naszych zwycięstw w piłce nożnej, jak by nie było najpopularniejszym sporcie nie będę wiele pisał, bo wszyscy znają nasze osiągnięcia. Najśmieszniejsze jest to, że nasze mass media podają, kiedy w zagranicznej drużynie jest jeden pan Kowalski, to pisze się "drużyna Kowalskiego" pokonała na przykład Szachtior Donieck, a zapomina się dodać, że Kowalski siedział cały czas na ławce rezerwowych. Cóż trzeba o czymś pisać i to w sposób jak najbardziej sensacyjny, bo to przynosi pieniądze.  Nawet nasza chluba Kubica zjeżdża coraz niżej, ale w tym całym „wesołym miasteczku” może on jest najmniej pocieszny.